piątek, 3 czerwca 2016

Prawdziwa rodzina?

Piosenka do rozdziału: https://www.youtube.com/watch?v=7CbRwC7ByiU&list=LLDFg2GQyd5YNbVEsdIdLYeg&index=13

                                          

Nie rozumiałam po co te hejty. To przecież nie moja wina, że One Direction mnie adoptowało, a chłopaków. Więc czemu ja obrywam? Bo to nie ja jestem idolką hejterów, tylko One Direction. Directioners przecież nigdy nie powiedziałyby złego słowa na swoich kochanych chłopaków, więc na mnie mogą wieszać psy. Żałosne. Nigdy nie należałam do żadnego fandomu i teraz tego nie żałuję. Jeśli należenie do fandomu polega na wyżywaniu się na ludziach, którzy nie mają wpływu na swoją sytuację, z czystej zazdrości, to ja nie widzę sensu w fandomach. Że też ktoś nie zakazał jeszcze zakładania ich. Gdybym tylko mogła, z pewnością, bez mrugnięcia okiem bym to zrobiła. No ale cóż poradzić. Do dzisiaj byłam niezauważaną przez nikogo sierotką Marysią, a teraz jestem zauważaną przez każdego dziennikarza sierotką Marysią. 

- Mallory, ktoś do ciebie! - usłyszałam dobiegający z dołu głos Niall'a. Kto tym razem?! Kolejny hejter? Cally? Juliet? Najlepszym sposobem na dowiedzenie się tego, będzie zejście na dół. Pobiegłam po schodach. Na ostatnich dwóch stopniach oczywiście MUSIAŁAM się potknąć i szczupakiem przeleciałam przez pół pokoju. 

- Żyjesz? - zaniepokoił się Liam, tłumiąc śmiech.

- Nie, umarłam. - zajęczałam. Gdy podniosłam się z ziemi, cała obolała, ujrzałam w drzwiach wysokiego chłopaka o identycznej cerze i kolorze włosów jak moje. Już go gdzieś kiedyś widziałam, ale nie mogłam sobie za nic przypomnieć gdzie. 

- Mallory! O Boże, to na prawdę ty! - wykrzyknął. 

- Nie, to ja tylko, że na niby. - odpowiedziałam. No co? Nie mogłam się powstrzymać. 

- Pamiętasz mnie? - zapytał.

- A powinnam? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.

- Sorry, zapomniałem się przedstawić. Josh Roberts. Mówi ci to coś? 

- Mniej więcej ile wzory na fizykę. - prychnęłam. Mój charakterek zaczynał dawać o sobie znać.

- Jestem twoim kuzynem. - oznajmił mi.

- Miło mi cię poznać! Ty jesteś moim kuzynem, a ja cesarzową chińską. - prychnęłam. Josh wyjął z kieszeni jakieś zdjęcie i podał mi je do ręki.  Na zdjęciu znajdowałam się ja mniej więcej w wieku czterech lat oraz Josh. Mógł może mieć jakieś dziewięć lat. Siedziałam mu na kolanach i szczerzyłam się do obiektywu.

- Ale, przecież ja nie mam żądnej rodziny. Rodzice zginęli, a ja wylądowałam w sierocińcu. Nie mam rodziny. Nie miał mnie kto wziąć. - głos mi drżał. Trzęsłam się jakbym miała gorączkę. Louis objął mnie ramieniem i przytulił do siebie. Byłam mu za to bardzo wdzięczna. Ten gest przynajmniej częściowo mnie uspokoił. 

- Mal dowiedzieliśmy się o twoich rodzicach gdy ciebie już nie było. Nie mogliśmy cię nigdzie znaleźć. Zobaczyłem cię dzisja w internecie. Mama kazała mi natychmiast po ciebie jechać abyś zamieszkała z nami. - wyjaśnił.

- Jak to zamieszkała z wami. My jesteśmy jej prawnymi opiekunami. - wtrącił się Zayn.

- A my jej najbliższą rodziną. - dodał Josh.

- Nie puścimy Mallory. My jesteśmy za nią odpowiedzialni i z nami będzie mieszkała do kiedy tylko będzie chcieć! Wynoś się z naszego domu! - wrzask Harry'ego najpewniej słychać było aż w Meksyku.

- Albo Mallory pójdzie ze mną, albo zobaczymy się w sądzie panowie. - Josh zaakcentował "pójdzie ze mną".

- Nie będzie potrzeby aby tą sprawę rozstrzygał sąd. Ja...pójdę z tobą. - wyć mi się chciało z powodu, że musiałam podjąć tę, a nie inną decyzję. Poszłam do swojego pokoju się spakować. 

- Mallory, czemu to robisz? - Harry przysiadł na dywanie gdy ja się pakowałam.

- Nie mam innego wyjścia! Nie pozwolę abyście mieli jakieś kłopoty w sądzie! Zrobiliście dla mnie tyle dobrego i teraz mam okazję aby się odwdzięczyć. - westchnęłam i zatrzasnęłam walizkę. 

- Nie musisz tego robić. Coś wymyślimy. - przekonywał Harry. Nie słuchałam go. Zniosłam walizkę po schodach i wyszłam przed dom, nawet nie żegnając się z chłopakami. Nie chciałam się do nich przywiązywać, ale tak się stało. I teraz to boli. Bardzo. Josh wziął ode mnie walizkę i zamknął ją w bagażniku. Wsiadłam do samochodu. Ruszyliśmy. Wiedziałam, że nie zależnie w jak dobre miejsce trafię, i tak będę tęsknić za One Direction.

Hejo! To na prawdę ja :D Równo po pół roku przerwy, powracam! Mój powrót to zasługa Sapocetii znanej wam jako Julia Magellanis. Zmotywowała mnie do pisania i oto jestem! Teraz przygody Mallory, będą się pojawiały regularnie! Prawdę mówiąc tęskniłam za tym blogiem. Zawiesiłam go mi. przez brak weny. Jednak takim najważniejszym powodem przerwy, był brak popularności bloga. Nie było ( i nie ma ) komentarzy pod postami. Jedynie od czasu do czasu coś w stylu " zapraszam do mnie na bloga". 

Zapraszam was na mojego drugiego bloga, na którym regularnie dodaję recenzje książek. Dopiero zaczynam. http://ksiazkisadobrenawszystko.blogspot.com/ 

Do zobaczenia w następnym rozdziale :) <3 

2 komentarze:

  1. Brawo Zuzu :) Nie ma to jak mocny kopniak w cztery litery aby zmotywować przyjaciółkę. Polecam się na przyszłość^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę wiedziała do kogo iść z blokadą twórczą ;)

      Usuń