sobota, 4 czerwca 2016

Prawdziwa ( nie ) rodzina

Piosenka do rozdziału: https://www.youtube.com/watch?v=1seDBXvGYcc&index=54&list=LLDFg2GQyd5YNbVEsdIdLYeg

                                                                               

Usłyszałam sygnał przychodzącego sms'a. Louis. Nie, nie otworzę go. No ale z drugiej strony i tak już mam takiego doła, że bardziej się nie da. 

Harry powiedział nam czemu odeszłaś. Zrobimy WSZYSTKO aby cię odzyskać. - było napisane w wiadomości. Poczułam ścisk w sercu. Był to prawie aż fizyczny ból. Coś we mnie pękło. Rozryczałam się na dobre. Wyłam i wyłam. 

- Mallory, co się stało? - zaniepokoił się Josh.

- Chcę do mojej rodziny! - załkałam.

- Aż tak bardzo się za nią stęskniłaś? Nie martw się, za pół godziny będziemy na miejscu. - uśmiechnął się.

- Nie! Ja chcę do mojej prawdziwej rodziny! Tej, od której mnie siłą zabrałeś! - krzyczałam.

- Oni nie są twoją prawdziwą rodziną! - kuzyn zaczynał tracić cierpliwość.

- Są! Byli ze mną wtedy gdy ich potrzebowałam! Byłam dla nich nie przyjemna, a ich to nie zrażało! Uratowali mnie od totalnego wariactwa, wtedy gdy wy najpewniej wylegiwaliście się na Wyspach Kanaryjskich! - smutek przeminął. Nastąpiła wściekłóść. Zdałam sobie sprawę z moich słów. Zachowywałam się jak totalny cham, a oni chcieli dla mnie jak najlepiej. Zawdzięczam im szczęście, którego mogłam doświadczyć będąc u nich przez te dwa miesiące, które minęły jak jedna chwila. Ja ich kocham. Są mi bliżsi niż ktokolwiek na tej ziemi. Moje przemyślenia przerwał głos Josha. Myślałam, że mówi coś do mnie. Z tego co usłyszałam, to rozmawiał z ciocią. Gadał jej, że chłopcy wmówili mi jakieś bzdury i teraz nie uznaję swojej prawdziwej rodziny jako osoby najbliższe mi na świecie. Jego rozmowę urwał bezruch samochodu. Dojechaliśmy. Wysiadłam z pojazdu. Znajdowałam się przed małym dwupiętrowym domkiem jednorodzinnym. Na ganku stała drobna blondynka wyglądająca na około czterdziestkę, z włosami związanymi w koński ogon. 

- Mallory! - zawołała, podbiegają i  próbując mnie uściskać. Odskoczyłam w tyła jak oparzona.

-  Może i jest urocza, ale ma charakterek. - zaśmiał się Josh.

- Odwal się. - warknęłam.

- Mallory! W tej chwili przeproś kuzyna! Nie pozwalam ci się tak wyrażać. - ciotka starała się brzmieć groźnie, ale coś jej nie wyszło.

- Nie będziesz mi rozkazywać! Myślisz, że kim jesteś?! - krzyknęłam. Zachowywałam się jak wściekły koń, ale to, że zabrali mnie z mojego świata, jest nie do wybaczenia. 

- Jestem twoją ciocią i jestem za ciebie odpowiedzialna. - odparła z pozornym spokojem.

- Jesteś ciocią, ale tylko z pozoru. Traktujesz to jako tytuł, a nie jak styl życia. - wysyczałam. Zrezygnowana kobieta pokazała mi mój pokój i poprosiła abym się rozpakowała. Pokój był na tyle brzydki, że nie chce mi się go opisywać. W nocy nie mogłam zasnąć. Płakałam. Moje myśli krążyły w okół domu. Podjęłam szybką decyzję. Ucieknę. Wieś, w której się znajdowałam, była na obrzeżach Londynu. Rano powinnam być na miejscu. Do mojego szkolnego plecaka spakowałam tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Otworzyłam okno od pokoju. Po cichu zeskoczyłam na dach werandy, a z niego przeturlałam się na ziemię. Puściłam się sprintem. Pędziłam przez pola i  polne drogi. Biegłam już około dwie godziny, gdy ujrzałam pierwsze światła Londynu, majaczące na horyzoncie. Chłopcy mieszkali na drugim końcu miasta. 

Nie długo się zobaczymy <3 - wysłałam do każdego z chłopaków wiadomość o tej treści. Mój dom był na drugim końcu Londynu, a ja jeszcze nawet nie doszłam do brzegu tego miasta. Wiedziałam, że uda mi się dojść przed świtem. Jeszcze kawałek drogi przede mną. 

                                   

Obiecuję, że następny rozdział będzie o wiele dłuuuuuższy :D. Coś Mal długo nie pobyła u nowej rodzinki. Nie miałam pomysłu, co ona niby miałaby tam robić. 

Wściekły koń xD. Inspirowałam się ty zdjęciem: Wiadomo, który z koni to Mal, a który to jej ciocia ;)

Zaktualizowałam zakładkę " Głównie Bohaterowie ". Zapraszam do zaglądnięcia do niej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz