poniedziałek, 30 listopada 2015

To MUSIAŁO się źle skończyć!


                                      

- No co? - udałam zdziwienie.

- Kompletnie nic. - wykrztusił nie wyraźnie dławiąc się ze śmiechu.

- Tobie serio wali. - stwierdziłam. Jak gdyby na potwierdzenie moich słów, Harry zaczął śmiać się jeszcze głośniej. Aż się skulił ze śmiechu.

- Nie umieraj! - zawołałam z udawanym przejęciem. Styles na moje słowa, rżąc jeszcze bardziej, upadła na dywan. Nie wiem jak inni, ale ja uważam, że przydałoby się leczenie w psychiatryku. W tej samej chwili, do mojego pokoju, wparowała reszta One Direction. Hazza zdążył podnieść się z podłogi, ale non stop po cichu chichotał.

- A temu, co? - zapytał Zayn. W odpowiedzi wzruszyłam ramionami.

- Mallory, ma nie wyobrażalny talent komiczny. - wytłumaczył.

- A buldog ma piękne włosy. - zakpiłam.

- Jakoś tego nie zauważyłem. - oznajmił Styles.

- Czy tylko mi się zdaje, że ta rozmowa do niczego nie prowadzi? - spytał Niall.

- Nie. - mruknęliśmy z Harym w tym samym momencie.

- Telepatia. - zaśmiał się Lou.

- Zaraz telepatycznie będziesz poszukiwał swoich warzywek. - warknęłam.

- Już się zamykam. - oznajmił Tomo.

- Mądrze. - wyszczerzyłam zęby w sztucznym uśmiechu.

- A ja mam pytanie, takie trochę wyjęte z kontekstu. - odezwał się Liam. - Do Mallory.

- Wal. - zachęciłam go.

- Jak to się stało, że straciłaś rodziców. - walnął. Natychmiastowo zbladłam. Odwróciłam się na pięcie i podeszłam do okna.

- Nie lubię o tym mówić. - westchnęłam.

- Ok. Rozumiem. I strasznie cię przepraszam za moje pytanie. - Li podszedł do mnie i dotknął mojego ramienie.

- Nie mogłeś wiedzieć. - zdobyłam się na słaby uśmiech.

- Będziemy tu tak sterczeć i roztrząsać nie wiadomo co, czy w końcu się czymś zajmiemy? - Zayn zaczął się niecierpliwić.

- Obstawiam na to drugie. Tylko jeszcze zadam wam jedno krótkie pytanie. - oświadczyłam schodząc z chłopakami do salonu.

- Czy to prawda, że nie umiecie tańczyć? - bardziej stwierdziłam niż zapytałam.

- MY nie umiemy tańczyć? - zdziwił się Louis. - Zapuść jakiś fajny kawałek i zobaczymy, czy nie umiemy tańczyć. Chwyciłam za mój telefon i włączyłam " Gangam Style ". To co zobaczyłam chwilę później, z pewnością nie można było nazwać tańcem: https://www.youtube.com/watch?v=BVEx095SEfk

Chłopaki skakali po całym pokoju. Wykonywali jakieś kocie ruchy. Niall stanął na rękach i rąbnął stopami w żyrandol, który chyba siłą woli utrzymał się na suficie. Harry machnął nogą z taką siłą, że but, który miał na nodze spadł z niej i rozwalił wazon. Nikt z One Direction się tym zbytnio nie przejął. 

- Ok, ok! Umiecie tańczyć! Tylko, już przestańcie! Całe mieszkanie zdemolujecie! - krzyknęłam w pewnej chwili. Brak reakcji ze strony chłopaków. 

- Mal, dołącz do nas! - zawołał Tomo, po czym pociągnął mnie na środek pokoju. Ja dalej stałam jak słup więc wziął mnie za ręce i zaczął nimi wymachiwać, na wszystkie strony.

- Louis, przestań! - poprosiłam. 

- Ani mi się śni. - wyszczerzył się do mnie.

- Ej no. Co ma zrobić, żebyś mnie zostawił w spokoju? - zapytałam.

- Wyluzować się. Jesteś sztywna, jak nie wiem co! - oznajmił.

- Ja i sztywna? Oj zobaczysz jaka jestem sztywna! - zagroziłam i zaczęłam wariować z chłopakami. W pewnej chwili, nie wiadomo czemu, zaczęłam się drzeć. To chyba ta cała radość, którą tak długo w sobie kumulowała, teraz wydostała się na powierzchnię. Niall dołączył do mnie. Krzyczał tak samo głośno jak ja. Inni również zaczęli się wydzierać. W pewnym momencie, rozległ się dzwonek do drzwi. Zayn poszedł otworzyć. Ja i reszta One Direction, padliśmy wycieńczeni na podłogę.

- Szanowny panie Malik! Pan i pańscy szanowni koledzy, nie mieszkacie w chacie pod lasem! Macie sąsiadów, którzy próbują się przespać! - dało się słyszeć rozwścieczony głos. Malik natychmiast zatrzasnął drzwi, po wysłuchaniu tyrady wściekłego sąsiada i wrócił do nas.

- Znowu ON? - zajęczał Liam.

- A któż by inny? - odpowiedziała pytaniem na pytanie Zayn.

- To, co teraz robimy? Nudno coś. - oznajmił Niall.

- Butelka! - zawołał Lou. O nie. Wszystko, tylko nie TO. Ta gra ZAWSZE kończy się źle.

- Ja odpadam! - oświadczyłam.

- Czemu? - spytał Harry.

- Odkąd pamiętam, ta gierka zawsze kończy się źle. - wytłumaczyłam.

- Co ja widzę? Tchórzysz? - prowokował mnie Louis.

- Dawajcie butelkę. - warknęłam. Niall natychmiastowo wsunął mi butelkę do ręki. Wszyscy usiedli w okręgu. 

- Gramy tylko na wyzwania. - powiedział Tomo.

- Świetnie. - uśmiechnęłam się sztucznie.

- I nie ma wymigiwania się od wyzwań. - ostrzegł.

- Jeszcze lepiej. - mruknęłam.

- Zaczynaj. - nakazał Lou Liam'owi. Podałam mu butelkę.

- Kręć. - nakazał Niall. Liam zakręcił butelką i gra się rozpoczęła.Oczywiście na samym początku MUSIAŁO na mnie wypaść.

- Mal, wstań. - polecił. Posłusznie wykonałam polecenie.

- Zayn, teraz ją podrzucisz, tak żeby dłońmi dotknęła sufitu. Kiedy będzie spadała, nie wolno ci jej złapać. Że jak?! Ja chyba nie dosłyszałam!

- I ja cię Liam miałam za mojego spokojnego sprzymierzeńca. - oznajmiłam żałosnym tonem, czym doprowadziłam Payna do śmiechu. Tak jak nakazał Liam, Zayn wziął mnie na ręce i cisnął mną w stronę sufitu. Miałam go dotknąć tylko dłońmi, a plasnęłam całym ciałem. Gdy zaczęłam spadać, nawet nie próbowałam się ratować. Z ogromnym łomotem grzmotnęłam o podłogę. Całe One Direction się śmiało. 

- Nie żyję. - zajęczałam, przez co chłopaki zaczęli się jeszcze bardziej szczerzyć. Cudem się dowlokłam i przechwyciłam butelkę. Za moje wyzwanie powinnam dostać jakieś wynagrodzenie. I dostałam. Butelka zatrzymała się centralnie na Lou.

- Pan Tomlinson. - zaśmiałam się złowieszczo. 

- Co by tu dla pana wymyślić? - zastanawiałam się.

- Już wiem! - wrzasnęłam w pewnej chwili. - Mój drogi, na jutro masz przefarbować włosy na fioletowo! - oznajmiłam tryumfalnie. Dało się widzieć mord w oczach Louisa.

- Sorry Tomo. Wyzwanie, to wyzwanie. - wstawił się za mną Niall.

- Niech wam będzie. - chłopak udawał wściekłość, ale w jego oczach migotały wesołe iskierki. Nie dbałym gestem trącił butelkę. Harry. Oczy Louisa zaświeciły się tak, jakby to na mnie wypadło i mi mógłby uprzykrzyć życie.

- Mrs. Curly. Do pana nic szczególnego nie ma, ale do Mallory tak. Ale niestety to jest twoje wyzwanie więc cię trochę wykorzystam. - zaczął Lou.

 

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz