poniedziałek, 30 listopada 2015

To MUSIAŁO się źle skończyć!


                                      

- No co? - udałam zdziwienie.

- Kompletnie nic. - wykrztusił nie wyraźnie dławiąc się ze śmiechu.

- Tobie serio wali. - stwierdziłam. Jak gdyby na potwierdzenie moich słów, Harry zaczął śmiać się jeszcze głośniej. Aż się skulił ze śmiechu.

- Nie umieraj! - zawołałam z udawanym przejęciem. Styles na moje słowa, rżąc jeszcze bardziej, upadła na dywan. Nie wiem jak inni, ale ja uważam, że przydałoby się leczenie w psychiatryku. W tej samej chwili, do mojego pokoju, wparowała reszta One Direction. Hazza zdążył podnieść się z podłogi, ale non stop po cichu chichotał.

- A temu, co? - zapytał Zayn. W odpowiedzi wzruszyłam ramionami.

- Mallory, ma nie wyobrażalny talent komiczny. - wytłumaczył.

- A buldog ma piękne włosy. - zakpiłam.

- Jakoś tego nie zauważyłem. - oznajmił Styles.

- Czy tylko mi się zdaje, że ta rozmowa do niczego nie prowadzi? - spytał Niall.

- Nie. - mruknęliśmy z Harym w tym samym momencie.

- Telepatia. - zaśmiał się Lou.

- Zaraz telepatycznie będziesz poszukiwał swoich warzywek. - warknęłam.

- Już się zamykam. - oznajmił Tomo.

- Mądrze. - wyszczerzyłam zęby w sztucznym uśmiechu.

- A ja mam pytanie, takie trochę wyjęte z kontekstu. - odezwał się Liam. - Do Mallory.

- Wal. - zachęciłam go.

- Jak to się stało, że straciłaś rodziców. - walnął. Natychmiastowo zbladłam. Odwróciłam się na pięcie i podeszłam do okna.

- Nie lubię o tym mówić. - westchnęłam.

- Ok. Rozumiem. I strasznie cię przepraszam za moje pytanie. - Li podszedł do mnie i dotknął mojego ramienie.

- Nie mogłeś wiedzieć. - zdobyłam się na słaby uśmiech.

- Będziemy tu tak sterczeć i roztrząsać nie wiadomo co, czy w końcu się czymś zajmiemy? - Zayn zaczął się niecierpliwić.

- Obstawiam na to drugie. Tylko jeszcze zadam wam jedno krótkie pytanie. - oświadczyłam schodząc z chłopakami do salonu.

- Czy to prawda, że nie umiecie tańczyć? - bardziej stwierdziłam niż zapytałam.

- MY nie umiemy tańczyć? - zdziwił się Louis. - Zapuść jakiś fajny kawałek i zobaczymy, czy nie umiemy tańczyć. Chwyciłam za mój telefon i włączyłam " Gangam Style ". To co zobaczyłam chwilę później, z pewnością nie można było nazwać tańcem: https://www.youtube.com/watch?v=BVEx095SEfk

Chłopaki skakali po całym pokoju. Wykonywali jakieś kocie ruchy. Niall stanął na rękach i rąbnął stopami w żyrandol, który chyba siłą woli utrzymał się na suficie. Harry machnął nogą z taką siłą, że but, który miał na nodze spadł z niej i rozwalił wazon. Nikt z One Direction się tym zbytnio nie przejął. 

- Ok, ok! Umiecie tańczyć! Tylko, już przestańcie! Całe mieszkanie zdemolujecie! - krzyknęłam w pewnej chwili. Brak reakcji ze strony chłopaków. 

- Mal, dołącz do nas! - zawołał Tomo, po czym pociągnął mnie na środek pokoju. Ja dalej stałam jak słup więc wziął mnie za ręce i zaczął nimi wymachiwać, na wszystkie strony.

- Louis, przestań! - poprosiłam. 

- Ani mi się śni. - wyszczerzył się do mnie.

- Ej no. Co ma zrobić, żebyś mnie zostawił w spokoju? - zapytałam.

- Wyluzować się. Jesteś sztywna, jak nie wiem co! - oznajmił.

- Ja i sztywna? Oj zobaczysz jaka jestem sztywna! - zagroziłam i zaczęłam wariować z chłopakami. W pewnej chwili, nie wiadomo czemu, zaczęłam się drzeć. To chyba ta cała radość, którą tak długo w sobie kumulowała, teraz wydostała się na powierzchnię. Niall dołączył do mnie. Krzyczał tak samo głośno jak ja. Inni również zaczęli się wydzierać. W pewnym momencie, rozległ się dzwonek do drzwi. Zayn poszedł otworzyć. Ja i reszta One Direction, padliśmy wycieńczeni na podłogę.

- Szanowny panie Malik! Pan i pańscy szanowni koledzy, nie mieszkacie w chacie pod lasem! Macie sąsiadów, którzy próbują się przespać! - dało się słyszeć rozwścieczony głos. Malik natychmiast zatrzasnął drzwi, po wysłuchaniu tyrady wściekłego sąsiada i wrócił do nas.

- Znowu ON? - zajęczał Liam.

- A któż by inny? - odpowiedziała pytaniem na pytanie Zayn.

- To, co teraz robimy? Nudno coś. - oznajmił Niall.

- Butelka! - zawołał Lou. O nie. Wszystko, tylko nie TO. Ta gra ZAWSZE kończy się źle.

- Ja odpadam! - oświadczyłam.

- Czemu? - spytał Harry.

- Odkąd pamiętam, ta gierka zawsze kończy się źle. - wytłumaczyłam.

- Co ja widzę? Tchórzysz? - prowokował mnie Louis.

- Dawajcie butelkę. - warknęłam. Niall natychmiastowo wsunął mi butelkę do ręki. Wszyscy usiedli w okręgu. 

- Gramy tylko na wyzwania. - powiedział Tomo.

- Świetnie. - uśmiechnęłam się sztucznie.

- I nie ma wymigiwania się od wyzwań. - ostrzegł.

- Jeszcze lepiej. - mruknęłam.

- Zaczynaj. - nakazał Lou Liam'owi. Podałam mu butelkę.

- Kręć. - nakazał Niall. Liam zakręcił butelką i gra się rozpoczęła.Oczywiście na samym początku MUSIAŁO na mnie wypaść.

- Mal, wstań. - polecił. Posłusznie wykonałam polecenie.

- Zayn, teraz ją podrzucisz, tak żeby dłońmi dotknęła sufitu. Kiedy będzie spadała, nie wolno ci jej złapać. Że jak?! Ja chyba nie dosłyszałam!

- I ja cię Liam miałam za mojego spokojnego sprzymierzeńca. - oznajmiłam żałosnym tonem, czym doprowadziłam Payna do śmiechu. Tak jak nakazał Liam, Zayn wziął mnie na ręce i cisnął mną w stronę sufitu. Miałam go dotknąć tylko dłońmi, a plasnęłam całym ciałem. Gdy zaczęłam spadać, nawet nie próbowałam się ratować. Z ogromnym łomotem grzmotnęłam o podłogę. Całe One Direction się śmiało. 

- Nie żyję. - zajęczałam, przez co chłopaki zaczęli się jeszcze bardziej szczerzyć. Cudem się dowlokłam i przechwyciłam butelkę. Za moje wyzwanie powinnam dostać jakieś wynagrodzenie. I dostałam. Butelka zatrzymała się centralnie na Lou.

- Pan Tomlinson. - zaśmiałam się złowieszczo. 

- Co by tu dla pana wymyślić? - zastanawiałam się.

- Już wiem! - wrzasnęłam w pewnej chwili. - Mój drogi, na jutro masz przefarbować włosy na fioletowo! - oznajmiłam tryumfalnie. Dało się widzieć mord w oczach Louisa.

- Sorry Tomo. Wyzwanie, to wyzwanie. - wstawił się za mną Niall.

- Niech wam będzie. - chłopak udawał wściekłość, ale w jego oczach migotały wesołe iskierki. Nie dbałym gestem trącił butelkę. Harry. Oczy Louisa zaświeciły się tak, jakby to na mnie wypadło i mi mógłby uprzykrzyć życie.

- Mrs. Curly. Do pana nic szczególnego nie ma, ale do Mallory tak. Ale niestety to jest twoje wyzwanie więc cię trochę wykorzystam. - zaczął Lou.

 

 


środa, 25 listopada 2015

Dom wariatów

                                            

                                 

                                  

- Nialler opisał to ciut zbyt dosłownie. - ratował sytuację Zayn. 

- Nie, nie. Wszystko jest ok. Ta historia była fascynująca, nie realna i...całkowicie normalna. Tak, całkowicie normalna. W 100%. - próbowałam jakoś wybrnąć.

- Nie realna, ale prawdziwa. - wtrącił się Styles. Nie zbyt wiedziałam jak się odezwać po rewelacjach Nialla, które zostały potwierdzone z nie wiarygodnego źródła.

- Nie pomagasz. - warknął Louis. 

- A miałem? - zdziwił się Harry. 

- I bardzo dziękuję za pokój. Jest cudny! - wyskoczyłam ni z tego, ni z owego.

  - Pokój może jest i ładny, ale jakiś niedorozwój powiesił na drzwiach do niego jakiegoś badyla. - Liam dolał oliwy do ognia. A ja miałam go za tego spokojnego!

- Ale przynajmniej robiłem coś przy tym pokoju! - odgryzł się Hazza. W salonie rozpoczęła się gigantyczna kłótnia. Postanowiłam, że najlepiej będzie się zdematerializować. Weszłam po schodach na górę i zaszyłam się w ( tym czasowo ) moim pokoju. Sięgnęłam do częściowo rozpakowanej walizki, po moją ulubioną książkę. Przysiadłam na łóżku i zaczęłam czytać. " Kim tak na prawdę jesteś? "  ( bo taki tytuł nosiła książka ), czytałam już trzydziesty któryś raz. Nie interesuje mnie to, że wiem jak na prawdę ma na imię Samantha i co się stanie gdy jej przyjaciółka nie chcący wyciągnie na powierzchnię jej mroczną przeszłość. Kocham tą książkę i tylko to się liczy. Po przeczytaniu kilku rozdziałów, postanowiłam, że sprawdzę czy Live While We're Young weszło już do internetu. Na laptopie szybko wklepałam tytuł piosenki. Teledysk był. I ( O ZGROZO! ) był też fragment gdy zniknęłam pod wodą z wini Harry'ego. Dokończyłam oglądać video i powróciłam do czytania. Po paru minutach usłyszałam delikatne pukani do drzwi.

- Proszę! - zawołałam nie odrywając się od lektury. 

- Co czytasz? - usłyszałam nagle nad moją głową. O mało co nie zeszłam na zawał.

- Wystraszyłeś mnie! - zarzuciłam Stylesowi.

- Nie pytałem czy cię wystraszyłem, tylko co czytasz. - odpowiedział na to. A ja już go zaczynałam lubić! Odwołuję!

- " Kim tak na prawdę jesteś? ". Mówi ci to coś? Raczej nie, bo to książka dla dziewczyn. - zdobyłam się na w miarę łagodny to.

- Owszem, mówi mi to coś. Czytałem. Fajna książka. - odrzekł, wprowadzając mnie w totalne osłupienie.

- A tak, bez kitu. Nie czytałeś tego, co nie? - zapytałam.

- Czytałem. - odpowiedział, po czym streścił mi całą książkę. 

- Wow. Szacun - nie wiem czemu jęknęłam. A ja go zaczynałam nie lubić! Odwołuję. Kolejna godzina zleciała na dyskutowaniu o książce, którą po mimo mojego ogromnego dziwienia, Styles znał bardzo dobrze!

- Tu was mam moje gołąbeczki! - usłyszałam w pewnej chwili. Spojrzałam w stronę, z której dobiegał dźwięk. Przed drzwiami stał Louis i sztucznie się uśmiechał.

- Tomlinson, siedź cicho, albo pochowam ci wszystkie marchewki! - zagroziłam.

- Jakoś późno się zrobiło. Będę się zbierał! - zawołał Lou i wybiegł za drzwi.

- Chłopaki pomóżcie mi ukryć moje marchewki! - usłyszałam przeraźliwy wrzask z dołu. Nie mogłam powstrzymać nie ogarniętego chichotu.

- Nie zła groźba. - zaśmiał się Harry.

- Bardzo dziękuję. - wstałam i ukłoniłam się teatralnie, doprowadzając Hazze w stan totalnej głupawki. 

                                


wtorek, 17 listopada 2015

Nie, One Direction nie jest normalne

 

                

 

 - Mówiłem temu głupkowi Niallowi, żeby teraz nie mył tych paru desek na krzyż. Ale on oczywiście nie posłuchał. - warknął Tomlinson przez zaciśnięte zęby akcentując słowo Niallowi.

- Uduszę za głupka! - wrzasnął blondyn i z dzikim wrzaskiem wskoczył na plecy Louisa. Harry tylko wzruszył ramionami i skoczył na Nialla.

- Lepiej pokarzę ci twój pokój. - mruknął Liam biorąc moje walizki. 

- Dzięki. - odpowiedziałam wdzięczna. Ominęłam okładających się wzajemnie chłopaków i podążyłam za Liam'em. Gdy weszliśmy po schodach na piętro, byłam pewna, że na 100% zgubię się w tym domu. 

- Na drzwiach są tabliczki z osobą, która mieszka w tym pokoju więc z pewnością się nie zgubisz. - uspokoił mnie chłopak jakby czytając w moich myślach.

- Alleluja! - zaśmiałam się. Payne wskazał mi drzwi od mojego pokoju. Dziwnie na spojrzałam. Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że na drzwiach oprócz mojego imienia, był narysowany...kwiatek.

- Liam, kto przyozdabiał te drzwi? - spytałam.

- Harry. - padła odpowiedź.

- To było do przewidzenia. - jęknęłam. - Czy on serio ma taki beznadziejny gust?

- Niestety tak. Gdy skończyliśmy rozprawiać o kwiatku na drzwiach, weszłam do pokoju. Szczęka mi opadła. Ściany były pomalowane na piękny szmaragdowy kolor. W rogu stało lśniące, jasnobrązowe biurko. Z gigantycznego okna rozciągał się cudny widok na ogród. Tuż obok biurka została umieszczona biblioteczka z co najmniej milionem książek. Pod ścianą przeciwległą do biurka stało łóżko w identycznym kolorze jak ściany. Pod moimi stopami leżał miękki czarny dywan, a z sufitu zwisał żyrandol o tym samym kolorze. Obok drzwi wisiało całe mnóstwo półek, na przeciwko, których stał jasno zielony fotel. Miłej atmosfery dopełniała zdobiona szafa, z ciemnego drewna, stojąca po drugiej stronie biurka. Lepszego pokoju nie mogłam sobie wymarzyć. Mi błyskawicznym rozpakowaniu się postanowiłam, że sprawdzę czy chłopcy przestali się już wzajemnie tłuc i spróbuję się przestawić. Jak postanowiłam, tak zrobiłam. W międzyczasie zdążyłam się przebrać. 

- Mallory! - zawołał Harry gdy zobaczył mnie schodzącą po schodach.

- Przepraszam za te nie wychowane dzieciaki. Nawet ci się nie przedstawiły. - zwrócił się do mnie Louis. Pominęłam już fakt, że dokładnie wiedziałam, który jest kim.

- Zayn Malik. - przedstawił mi się mulat z blond pasemkiem na długich włosach.

- Miło mi. Mallory Ross. - uśmiechnęłam się, podając mu rękę.

- Louis Tomlinson. - podszedł do mnie Tomo. - No, teraz to ja już świetnie rozumiem czemu nasz Mrs. Curly tak powariował na twoim punkcie. - dodał ciszej. Jak na zawołanie zapłonęłam wściekłą czerwienią. Reszta powitania minęła bez żadnych incydentów.

- A skąd w ogóle wytrzasnęliście pomysł na to, żeby mnie wziąć do siebie? - odważyłam się zapytać.

- Zasługa Hazzy. - odrzekł Nialler. Posłałam mu zdezorientowane spojrzenie.

- 1. Spotkał cię na planie teledysku. 2. Dowiedział się gdzie mieszkasz. 3. Zrobiło mu się ciebie żal. 4. Podobasz mu się. 5. Powiedział nam kim jesteś. 6. Powiedział nam co chce zrobić. 7. Spodobał nam się ten pomysł. - wyrecytował blondyn. Moja mina w tamtym momencie była taka:        - Acha. - mruknęłam.


poniedziałek, 16 listopada 2015

Take me home

                                       

                                        

- Jak zareagowałaś na to, że zamieszkasz z nami? - zapytał Harry.

- Gdy opiekunka mi o tym powiedziała, próbowałam zwiać przez okno, ale mój plan został brutalnie zniweczony. - zaśmiałam się.

- Jestem, aż taki zły? - dociekał, pół żartem, pół serio.

- Nieee. - odpowiedziałam po chwili wahania. Chyba - dodałam w myślach.

- Miło. - uśmiechnął się pod nosem. W pewnej chwili zdałam sobie sprawę, że dałam się załatwić. Po mistrzowsku. Robiłam za tą twardą i chłodną, a kiedy Styles zrobił słodkie oczka, uległam. Harry: 1, Mallory: 0. Jednak nie długo ten wynik się wyrówna. Jeszcze ja będę na prowadzeniu.

- Gapisz się na mnie. - usłyszałam w pewnej chwili. Kurczaki. Fakt. Gapiłam się na Hazze, ale...kompletnie bez powodu. Bezmyślnie.

- Wcale nie. - burknęłam.

- Wiem, że tak. Przyznaj - gapiłaś się na mnie. - naciskał.

- Czego nie rozumiesz w słowie nie? - warknęłam.

- Mi się nie odpowiada nie. - uśmiechnął się ironicznie. - I fakt, pozostaje faktem. Gapiłaś się na mnie.

- Dobra, dobra! Gapiłam się na ciebie! Usatysfakcjonowany?! - wkurzyłam się.

- Nie. - odpowiedział.

- Czemu? - wnerwiłam się.  

- Bo jesteś strasznie chłodna. - odrzekł. To co powiedziałam chwilę później, zdziwiło nie tylko Harry'ego, ale także i mnie.

- Sorry, to wszystko nerwy. - wytłumaczyłam się.

- Nerwy przed? - zaczął.

- Przed ogólnie tym wszystkim. Przepraszam bardzo, ale to raczej nie jest normalna sytuacja. Zwykła siedemnastolatka zamieszka z piątką sławnych chłopaków. Boję się, jak to się dalej potoczy. - wyrzuciłam z siebie.

- Mal, spokojnie. Dam głowę, że polubisz chłopków. - Styles próbował mnie doprowadzić do porządku.

- A dasz łeb, że oni mnie? - zapytałam zaczepnie. Mój dawny charakterek ( nareszcie! ) zaczął powracać.

- Dam. - uśmiechnął się. W tym samym momencie ogarnęłam, że kolejne dwa razy dałam się podejść. Harry 3, Mallory 0. 

- Jesteśmy na miejscu. - usłyszałam po paru minutach. Przed nami stał najpiękniejszy dom, jaki kiedykolwiek widziałam. Był pobielany i wprost ogromny. Przed nim rozciągał się monstrualnej wielkości ogród. 

- Wow. - szepnęłam zauroczona. Taki zachwyt w ostatnim czasie mi się nie zdarzał. Ostatnim razem byłam taka zachwycona, gdy udało mi się spławić Stylesa.

- Robi wrażenie. - przyznał Hazza urzeczony moim zachwytem. Gdy w końcu zaczęłam się zachowywać, jak normalny człowiek, wyjęłam swoje walizki i stanęłam przed budynkiem, który na jakiś czas stanie się moim domem.

- No to wchodzę. - ni to jęknęłam, ni szepnęłam. 

- Uważaj! Podłoga jest świeżo...-wrzasnął do mnie Louis, ale nie dokończył bo poślizgnęłam się i wyrżnęłam jak długa na świeżo umytej podłodze.

- Nic ci nie jest? - zmartwił się Lou i pomógł mi wstać.

- Jest ok. - zaśmiałam się.

                                                                  Bardzo was proszę o komentarze. To dla mnie bardzo ważne.

piątek, 13 listopada 2015

Info

Przepraszam bardzo, że co chwile zmieniam muzykę na bloga, ale za każdym razem gdy dodam jakąś nową piosenkę One Direction, wyskakuje mi piękny napis Youtube Error. Gdy już chyba piąty raz wyskoczył mi ten napis, zachowywałam się mniej więcej tak: https://www.youtube.com/watch?v=9sQI4PhKT2A

W końcu postanowiłam dodać piosenkę, na której planie teledysku poznali się Harry i Mallory.


czwartek, 12 listopada 2015

Gorsze niż sierociniec


                                          

                                               

- Tak bardzo chciałeś wiedzieć gdzie mieszkami, i proszę. - westchnęłam.

- Nie żartujesz sobie? - nie dowierzał Harry.

- Niestety nie. - odpowiedziałam.

- Bardzo mi przykro. - powiedział.

- Nie musi. Jeszcze tylko rok tu przesiedzę. Dwanaście lat wytrzymałam, to i tyle wytrzymam. - mruknęłam. Gdy powiedziałam, że jeszcze rok będę musiała tu zostać, Styles uśmiechnął się jak lis, który właśnie uprowadził kurę. Dla mnie nie mogło to znaczyć niczego dobrego. Po krótkiej rozmowie weszłam do budynku. Miałam nadzieję, że to, że to tak koszmarne miejsce to tylko złudzenie, które po jakimś czasie minie. Ale nie minęło. Tygodnie mijały mi normalnie. Pewnego wtorku, gdy siedziałam na stołówce, podeszła do mnie jedna z opiekunek. 

- Mal, znaleźliśmy osoby, które przyjmą cię do domu. - walnęła prosto z mostu.

- Kim są? Może znam. - odparłam, po czym się napiłam.

- Ojj, jak by ci to powiedzieć? Na pewno znasz. - jąkała się. Kiwnęłam głową, aby mi w końcu powiedziała, co za frajerzy mnie przyjmą do domu. 

- To można powiedzieć są dość znane osoby. - dalej się jąkała. Kiwnęłam głową zniecierpliwiona.

- One Direction. - w końcu z siebie wydusiła. Z rozmachem wyplułam herbatę, którą akurat piłam. A ja myślałam, że taki efekt można osiągnąć tylko w filmie.

- Że jak???!!! - wrzasnęłam.

- One Direction. Będziesz z nimi mieszkać. - powtórzyła opiekunka. Gwałtownie wstałam z krzesła.

- NIE zgadzam się na to! - krzyczałam.

- To nie zgodne z prawem. Nie w chodzę w to! Chyba mnie za drzwi nie wywalicie! Nie zamieszkam z nimi! To banda idiotów! Ich fanki mnie zniszczą! - miotałam się drepcząc w miejscu.

- Przykro mi, Mallory, ale to już jest potwierdzone. Ta " banda idiotów " przyjedzie po ciebie za godzinę, więc radzę ci się spakować. - poinformowała mnie. Poszłam do swojego pokoju. Zamiast się zacząć pakować, otworzyłam okno. Miałam pokój na parterze więc to nie problem zwiać. Kucnęłam na parapecie. Już zamierzałam wyjść, gdy poczułam mocne szarpnięcie za włosy.

- Mal. - usłyszałam głos opiekunki.

- No co? - jęknęłam.

- Chciałaś uciec? - spytała.

- Skąd. Ja tylko...eee.....łapałam ptaki! - doznałam olśnienia.

- Lepiej się pakuj. - rozkazała. Tym razem spakowałam się bez żadnych numerów. Gdy się spakowałam zarzuciłam sobie torbę na ramię. Pożegnałam się ze wszystkimi i wyszłam. Przed drzwiami czekał na mnie Styles.

- Do reszty was pogrzało?! - zaatakowałam go.

- Ale, o co ci chodzi? - udawał zdziwienie.

- Właśnie dla tego, nie chciałam ci pokazywać, gdzie mieszkam. To MUSIAŁO się źle dla mnie skończyć. - awanturowałam się dalej.

- Chciałem dobrze. - próbował się usprawiedliwić Harry. 

- Chciałeś dobrze?! Od kiedy my się znamy tak dobrze, że wiesz co jest dla mnie dobre? - spytałam już dużo łagodniej. Hazza spojrzał na mnie wzrokiem zbesztanego szczeniaka. O nie, gościu. Na mnie to nie działa... No dobra, jednak działa.

- Ok. Rozumiem, że zrobiło ci się żal biednej sieroty. - kurczę. Totalnie zmiękłam.

- To co, nie gniewasz się? - upewnił się Styles.

- Nie. - odpowiedziałam. Nawet udało mi się uśmiechnąć. Chwilę później wsiadłam do samochodu Harry'ego. Cieszyłam się, że po mimo " drobnej " zmiany w moim życiu, nie utracę kontaktu z Juliet i Cally. Gdybym miła się z nimi rozstać, chyba bym nie przeżyła. To najbliższe mi osoby.

                                   Nie obraziłabym się, gdybyście dodawali komentarze xD          

wtorek, 10 listopada 2015

Wściekłość, czy bezsilność?

                                       

                             - Co ty rzesz, do mnie masz? - w końcu się ogarnęłam. Znowu stałam się zadziorną i lodowatą Mallory.

- Nic, a co? - spytał, ze stoickim spokojem. On dokładnie wie, jak mnie wnerwić. Doprowadzało mnie do białej gorączki, jak byłam wściekła na jakąś osobę i się jej o coś pytałam, a ona odpowiadała mi jak by nic się nie stało.

- Za to ja do ciebie wiele. - warknęłam.

- Co ja ci takiego zrobiłem? - zapytał. Dobre pytanie. Może to, że mnie wpieniał i strasznie narzucał swoją obecność.

- Weź mnie już w końcu puść. - nakazałam, totalnie ignorując jego pytanie. Pozwolił mi zejść na ziemię, ale ciągle trzymał mnie za rękę, prze co nie mogłam odejść na więcej niż parę centymetrów. Wysłałam w stronę Juliet błagalne spojrzenie, spoglądając wymownie w stronę Harry'ego. Jul przez chwilę wymachiwała rękami wskazując to na mnie, to na Hazze. W końcu ułożyła dłonie w serduszko i wzruszyła ramionami. Rąbnęłam z rozpędu dłonią w czoło. Przyjaciółka wysłała w moją stronę zdezorientowane spojrzenie. Echhh.

- Możesz mnie już puścić? - poprosiłam Stylesa, prawie grzecznie.

- Nie. Najpierw odpowiedz mi na to pytanie, które ci zadałem. - odparł, już kompletnie poważnie. Miałem ochotę wykrzyczeć mu w twarz, że po prostu upiornie mnie irytuje. Ale...nie mogłam tego zrobić. Coś jakby mnie powstrzymywało. Jakby jakaś metalowa obręcz zacisnęła mi się na szyi, nie pozwalając urazić Hazzy.

- Nic do ciebie nie mam. - burknęłam, zła na swój nagły przypływ empatii.

- No więc poznajmy się od nowa. - zaproponował chłopak. W jego oczach widać było radosne iskierki.

- Harry Styles. - przedstawił się, wciąż nie wypuszczając mojej dłoni.

- Mallory Ross. - odpowiedziałam.

- Mallory Ross. - powtórzył.

- Wystarczy Mal. - zapewniłam. Nawet nie zauważyłam, że zaczęłam się szczerzyć jak idiotka.

- Czy jeśli cię teraz wypuszczę, nie uciekniesz mi? - spytał.

- Jak dla mnie, możesz mnie nie puszczać. - powiedziałam, po czym natychmiast zakryłam usta dłonią. Nie poznaję siebie. Styles zaśmiał się cicho.

- Jak sobie pani życzy. - zgodził się. 

- Oooo. co by tu powiedzieć? - zasępiłam się.

- Czy mógłbym, pannę odprowadzić do domu? - poprosił.

- Nie. - powiedziałam wyrywając swoją dłoń.

- Czemu? - zapytał.

- Harry, proszę. Nie naciskaj na mnie. To bardzo...skomplikowane. - odpowiedziałam.

- Ja i tak za tobą pójdę. - ostrzegł mnie. Zaczęłam biec, chcąc dostać się jak najszybciej do swojego miejsca zamieszkania.

- Proszę, zostaw mnie! - krzyknęłam, widząc Stylesa biegnącego za mną.

- Nie. - oświadczył. W połowie drogi przystanęłam w miejscu.

- Dobra. Jak chcesz to chodź, ale nie komentuj miejsca, w którym mieszkam. - zadecydowałąm.

- Ok. - zgodził się. Po paru metrach, przystanęłam przed budynkiem, na którym lśnił napis " Sierociniec Dla Nastolatek "

- Tu mieszkam. - oznajmiłam, wskazując dokładnie na ten budynek. Harry spojrzał na mnie z niedowierzaniem i współczuciem.


poniedziałek, 9 listopada 2015

5 chłopaków + 3 dziewczyny = katastrofa

                                

Nazywam się Mallory Ross. Dla przyjaciół Mal. Mam siedemnaście lat i zaraz dostanę białej gorączki. Moja ukochana przyjaciółka - Cally, wrobiła mnie i Juliet ( moją drugą BFF ) w grę w teledysku. Załatwiła naszej trójce rolę w piosence One Direction. Tak, tego zespołu, za którym, nie wiem czemu szaleje chyba całe moje pokolenie. Ta, gadam jak dziewięćdziesięciolatka, której cudem trzymają się jej własne zęby. Wracając do teledysku, mamy grać w klipie Live While We're Young, czy jak to się tam pisze.

- Co tu się, jasny gwint wyrabia?! - wrzasnęłam, sama nie wiedząc do kogo. Organizacja, tego całego klipu, była o kilka poziomów niższa niż parter. A z tego co wiem, parter, to najniższe piętro. W tłumie, kilku bilionów osób, próbowałam wyszukać Cally. W końcu mi się to udało.

- Cal! - wydarłam się. Przyjaciółka podbiegł do mnie. Widać po niej było, że bawi ją to, jaka jestem wpieniona.

- Co tam Mal? - udawała, że wcale nie wie o co chodzi.

- Co ja mam robić podczas tego teledysku? - warknęłam.

- Zachowywać się jak totalna idiotka. W twoim wydaniu to normalka. - zaśmiała się. Gdyby wzrok mógł zabijać, Cally dawno leżałaby martwa. W końcu udała mi się wycisnąć z niej, co NA PRAWDĘ mam robić. Gdy w końcu zaczęliśmy nagrywać, starałam się wtopić w tłum. Wszystko szło po mojej myśli, aż do sceny w basenie. Skakałam w wodzie, śmiejąc się sztucznie. W połowie, jednego z podskoków, nagle zostałam, jednym mocnym szarpnięciem wciągnięta pod wodę. Szok i to, że wcześniej nie nabrałam powietrza, sprawiły, że zaczęłam się dusić. Próbowałam się wynurzyć, ale nie dawałam rady bo ktoś kurczowo trzymał mnie za nogi. Wierzgałam próbując się wyrwać.

- Iiii...cięcie. - usłyszałam po chwili. Osoba mnie puściła, a ja w końcu mogłam zaczerpnąć powietrza. Przetarłam szybko oczy z chloru, chcąc zobaczyć winowajcę. Przede mną stał wysoki chłopak. Miał śliczne, szmaragdowe oczy i loki, które pod wpływem wody trochę się rozprostowały.

- Tyyy. Ja cię znam. Jesteś, z tego zespołu, dla którego muszę się męczyć. - wysapałam.

- Nieee. Ja jestem Harry Styles, z zespołu, dzięki któremu będziesz sławna. - pociął mi. Dam głowę, że wyglądałam tak:

                           - No chyba jednak nie, chłoptasiu. - wpieniłam się. Obok mnie usłyszałam głos Juliet, która rozmawiała z Louisem. Rozmawiała, nie kłóciła się, to serio duży postęp.

- Wiesz, zabawna jesteś. - zaśmiał się. Czemu, z biliona świrniętych fanek, musiał się przyczepić akurat do mnie? Jestem prawie normalną dziewczyną, z małym tylko problemem psychicznym.

- Zabawna?! Zabawna! - no teraz to serio mnie wnerwił. Zanurzyłam ręce w wodzie i go ochlapałam. To miał być akt wściekłości, a wyglądało to bardzo dziecinnie. Styles, ze śmiechem chwycił mnie za biodra i posadził sobie na barana. Miałam ochotę ryczeć ze wściekłości, na to że on sobie aż tak pozwala, a mi się to zaczyna podobać.